Na oryginalny pomysł wpadło kierownictwo holenderskiego muzeum narodowego w Amsterdamie. Chcąc zachęcić i umilić obcowanie
ze sztuką, wprowadziło całkowity zakaz robienia zdjęć oraz filmów eksponatom. Jak taka restrykcja może wpłynąć na zwiększenie liczby odwiedzających? Równolegle z zakazem pracownicy muzeum przygotowali wszelkie przybory niezbędne do samodzielnego wykonania… szkicy! Przy każdym dziele rozstawiono sztalugi, zeszyty i ołówki. Nie każdy może jednak mieć ochotę na powielanie już stworzonego działa. Dla tych chcących poczuć się jak 100% artysta zatrudniono modeli do pozowania na żywo.
Swoją decyzję pracownicy Rijksmuseum tłumaczą tak:

W dzisiejszych czasach ludzie posiadają możliwość oglądania muzealnych wystaw za pomocą internetu. Takie zwiedzanie jest doświadczeniem pasywnym i powierzchownym. Internetowi odwiedzający nie są
w stanie odczuć prawdziwego piękna i całej magicznej aury jaka towarzyszy wizycie w muzeum.
Cel tej akcji to pomóc ludziom odkryć i docenić prawdziwe piękno sztuki. Nie musisz nawet potrafić rysować. Tutaj nie chodzi o to jaki efekt końcowy osiągniesz, ale o Twoją interpretację dzieła. Kiedy szkicujesz zaczynasz dostrzegać rzeczy, na które wcześniej nie zwracałeś uwagi.
Widzisz proporcje, detale, linie… możesz poczuć się jak prawdziwy artysta!

Jak na papierze promują się znane marki? Niektóre firmy mogłyby spakować swoje wypociny reklamowe w wielką walizę wstydu
i mdłości, zapakować w jeszcze większy karton i kurierem wysłać gdzieś hen daleko, najlepiej na dno oceanu.
Istnieją jednak takie firmy, które wiedzą jak robić to dobrze. Ba! Robią to nawet w iście mistrzowskim i kreatywnym stylu,
obok którego ciężko przejść obojętnie! Któż nie chciałby w jedną sekundę przemienić się z niechlujnego osobnika płci męskiej
w faceta narzucającego trendy w modzie? Albo z kierowcy autobusu awansować na doktora profesora habilitowanego?! Ot tak!
Nie wiesz o czym mówię? Już wyjaśniam:

Oogmerk: Zdobądź szacunek na jaki zasługujesz.

oogmerk4

Agencja Reklamowa: LG&F, Brussels, Belgium

oogmerk3

Agencja Reklamowa: LG&F, Brussels, Belgium

oogmerk2

Agencja Reklamowa: LG&F, Brussels, Belgium

oogmerk1

Agencja Reklamowa: LG&F, Brussels, Belgium

 Teleskop marki Orion

Szkoła reklamy: Texas Creative, University of Texas, USA

Szkoła reklamy: Texas Creative, University of Texas, USA

Pasta do butów Erdal

erdal

Belgijskie Stowarzyszenie dla Otyłych Pacjentów:
“Zachęć swoje dziecko do uprawiania sportu.”

more sport

 

Softlan Ultra – Wrestling

softlan-ultra-wrestling

 

DHL

dhl

Biżuteria Natan: Pierwszy na świecie pilot bezprzewodowy

remote ctrl

Jak wspomniałem w jednym z wcześniejszych artykułów (Jak wybrać dobry hosting dla strony internetowej?), strona internetowa nie jest już bierną, skromną wizytówką firmy zawieszoną w sieci. Teraz to przede wszystkim platforma komunikacyjna między Tobą, a Twoimi klientami i kontrahentami. Jednak zanim pozyskasz osoby chętne do współpracy, Twoja witryna internetowa musi spełnić swoją powinność – przyciągnąć, zatrzymać i “namówić” klienta na kontakt z Tobą! Jak tego dokonać? Jak sprawić, żeby klient spośród miliona innych przedsiębiorstw wybrał właśnie Twoje? Jaka powinna być idealna strona internetowa? Otóż idealna strona internetowa, powinna być jak… idealny partner biznesowy! Czyli:

1.  Posiadać ładne i proste do wymówienia imię.

Ładne i proste imię? Tak! Adres internetowy musi być łatwy do zapamiętania i prosty do wymówienia.
Częstą praktyką jest obieranie nazwy firmy jako adresu strony. Podpowiem, że warto lekko przedłużyć adres witryny dodając do niego słowo kluczowe, bądź nazwę firmy całkowicie zastąpić frazą seo. Pomoże to w wyższym pozycjonowaniu Twojej witryny w wyszukiwarce. Dla przykładu HotelJan.pl zamiast Jan.pl, DobreWarzywa.pl zamiast NazwaFirmy.pl.
Oczywiście pomysły takie jak: tojestkrotkiilatwydozapamietaniaadresstronyinternetowej.pl odrzuć w przedbiegach.

2. Ubierać się z gustem i nie wodzić Cię za nos.

Wiadomo, ubiór rzecz gustu, ale na spotkanie biznesowe w szortach i podkoszulku?! Zadbaj o to, żeby szata graficzna Twojej strony internetowej była wykonana profesjonalnie oraz z gustem, prosta, spójna i przejrzysta. Zastosuj na swojej stronie system nawigacji tzw. breadcrumbs (okruszki), dzięki czemu odwiedzający, będzie wiedział, w jakim miejscu w witrynie się znajduje.
Jeżeli posiadasz dużo treści warto dodać pole “wyszukaj”, kto przecież chciałby przekopywać się przez wszystkie zakładki, kiedy można znaleźć to, co nas interesuje za pomocą słowa lub frazy?

3. Być punktualna.

Pamiętaj, nikt nie lubi spóźnialskich. Jeżeli Twoja strona zbyt wolno się wczytuje – napraw to! Skonsultuj się ze swoim web developerem
i sprawdź, czy problem leży po Twojej stronie, jeżeli okaże się inaczej, to najprawdopodobniej czas zmienić firmę hostingową.
patrz >> Jak wybrać dobry hosting dla firmy?

4. Być wiarygodna.

Dbaj o jakość treści na stronie. Nie kopiuj jej z innych witryn, a nawet z innych Twoich stron internetowych! Treść musi być unikalna, inaczej Google prędzej czy później się o tym dowie i zdegraduje witrynę do czeluści wyszukiwarki, a powrót  stamtąd jest bardzo trudny. Pamiętaj, żeby informacje były krótkie i zwięzłe, a użytkownik mógł dowiedzieć się wymaganych informacji na temat Twojej działalności.

5. Być gotowa odpowiedzieć na pytania.

Nie zawsze klient będzie miał czas, aby podnieść słuchawkę, wykręcić numer do Ciebie i spytać o każdy trapiący go szczegół. Stwórz na stronie zakładkę FAQ, czyli odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania. Ponadto możesz zainstalować w witrynie livechat. Dzięki czemu będziesz mógł na bieżąco odpowiadać na pytania klienta.

6. Być przyjazna i komunikatywna.

Połącz profile społecznościowe firmy z Twoją stroną internetową. Dodaj możliwość udostępnień i polubień witryny na Facebooku, Google+, Twitterze, czy innych serwisach. Jeżeli Twoja strona www będzie bogata w wartościowe treści (wartościowe, czyli takie, których poszukują i które podobają się odwiedzającym, nie Tobie!), ludzie chętnie się nimi podzielą! Pamiętaj także, aby strona internetowa była SEO friendly. Uzupełnij sekcje meta danych, nie upychaj na siłę słów kluczowych, dobierz odpowiednie frazy dla niej. Więcej informacji znajdziesz >> SEO Copywriting – dowiedz się jak pozycjonować swoją stronę w internecie.

7. Potrafić dostosować się do każdej sytuacji.

Obecnie na rynku dostępna jest ogromna ilość monitorów różnej wielkości, rozdzielczości. Ludzie przeglądają strony internetowe za pomocą telefonów komórkowych, tabletów oraz innych urządzeń mobilnych. Bardzo ważną kwestią jest to, aby Twoja witryna internetowa potrafiła dostosować się do każdego z tych urządzeń. Musi prawidłowo wyświetlać się zarówno na dużym 30 calowym monitorze, laptopie jak i na małym wyświetlaczu telefonu komórkowego. Musi być responsywna!

Ręka do góry kto wie, gdzie w Polsce znajduje się najdroższa księga świata! A najbliższy Empik?
“Polacy nie kupują książek!” czytam w gazecie. Rynek księgarski w Polsce ma się ku upadkowi, nikt nikomu nie płaci, zamykane są małe lokalne księgarnie. Dlaczego tak się dzieje? Czy można to zmienić?

Nie karm molocha

Ostatnio zrobiło się głośno o sieci Empik i jej polityce sprzedaży czy zatrudniania ludzi. Empik przeszedł swoistą transformacje
i ze “świątyni kultury” stał się “świątynią konsumpcjonizmu”. Wybierając się po książkę możemy od razu zaopatrzyć się w noże, szklanki, słodycze, maskotki, perfumy, koszulki, nosidełka… i tak w nieskończoność. Generuje to przychody tej sieciówki w setkach milionów złotych rocznie. Imponujące, prawda? Pozwala to Empikowi produkować spoty reklamowe o wątpliwej wartości intelektualnej,
jak np. ten z Dawidem Kwiatkowskim (kto to w ogóle jest? co ma wspólnego z książkami, kulturą?), który z widocznym podtekstem seksualnym opowiada o książkach, jakby były kobietami. Gdyby ktoś jednak zdecydował się na pracę w tej firmie, może liczyć na zarobki rzędu 7 zł za godzinę (sic!).

Nie promuj głupoty

Głównym problemem z książkami jest to, że każdy może je teraz wydać. Idąc dalej, hity sprzedażowe w omówionej wyżej sieciówce
to między innymi: “Nie mam się w co ubrać” popularnej szafiarki, “50 twarzy Greya”, “Make life harder” blogerów zaczynających jako trolle Kasi Tusk i tysiące książek gwiazdeczek telewizji, którzy akurat mieli wolny weekend i postanowili napisać książkę.
Naprawdę kogoś może interesować to, że ktoś inny nie wie  w co się ubrać? Niestety, wydawane są coraz głupsze książki,
których zadaniem jest generowanie zarobków, a nie wkład w rozwój kultury polskiej.

Książki (nie) muszą być drogie

Przyjemność zakupu książki to koszt między 30 a 60 zł. Dużo, jeśli weźmiemy pod uwagę, że nie każdy w tym kraju jest na stanowisku menadżerskim w dużej firmie. Jednak, aby wydawca mógł na książce zarobić, musi ona kosztować więcej, niż mogłaby w rzeczywistości. Dlaczego? Wielkie księgarnie narzucają marże na poziomie 50% od ceny pozycji. Mniejsze, biorą je w komis, nie płacąc od razu.
Jednak to w małych księgarniach, w których pracują sami właściciele lub księgarze działający na rynku od wielu lat, można liczyć na rabat lub inne rozwiązanie.
Niestety, płacimy nie tylko za druk, papier i pracę ludzi, którzy mieli w tym swój wkład. Płacimy przede wszystkim za marketing.

Do księgarni w piżamie

Na pewno nie bez znaczenia jest fakt, że coraz więcej aspektów życia przejmuje internet. W księgarni internetowej możemy znaleźć książki tańsze o kilka złotych, nie musimy wychodzić z domu, a nawet posiadać gotówki. Od kilku lat trwają prace nad ustawą, która formowałaby poziom cenowy książek w księgarniach. Pozwoliłoby to na równowagę cenową między wielkimi firmami, a rodzinnymi sklepikami.
Niemałą rolę przejęły również czytniki, których łatwo używać w podróży, nie zajmują tyle miejsca, a same e-booki to dość niski wydatek.

 

Książki nigdy nie były tanie. Nie mogły, nie tylko ze względu na swoją wartość materialną, ale również przekaz, który w sobie zawierały.
Od zawsze były symbolem mądrości, wiedzy, statusu społecznego. I niech tak zostanie. Niech gazety piszą zgodnie “Polacy nie kupują głupich książek”.

 

 

 

Facebook

Na pewno większość z Was wie co nieco o najdawniejszych dziełach sztuki, jakie zdołano odkryć. Tak, chodzi o malowidła skalne z czasów prehistorycznych. Naukowcy nie są jednogłośni, co do funkcji tych malowideł, ale jedno jest pewne – ludzka mentalność nie zmieniła się
aż tak bardzo od tamtego czasu.

Malowidła powstawały na ścianach i przedstawiały życie codzienne: sceny polowania, zwierzęta, postaci ludzkie.
Czyli wszystko, czym autor chciał się pochwalić. Czy nie przypomina to naszych facebookowych profili?
Chociaż ludzie nie używali wówczas pisma, odbicie dłoni na ścianie to nic innego jak komunikat “Tu byłem”. Pomyśl o tym przy następnym checkowaniu się na Facebooku.

źródło: zbierak.pl

źródło: zbierak.pl

Instagram i selfie

Myślisz, że selfie to wytwór XXI wieku. Nic bardziej mylnego. Co prawda, kiedyś nie było to takie proste, zamiast aparatu naprzeciw twarzy należało ustawić… artystę. Selfie, czyli autoportret to nieodłączna część sztuki figuratywnej. Artyści malowali sami siebie,
lub czynili to na zamówienie bogatych i wpływowych osób. Co ciekawe, selfie było też jednym z pierwszych zdjęć w historii fotografii.

Ale nie samym selfie Instagram żyje. Chcesz wiedzieć co sąsiad je dziś na obiad? Obrazowanie jedzenia to również moda,
która gości w kulturze od setek lat. Kto nie wierzy, niech sięgnie do dzieł siedemnastowiecznych artystów i ich martwe natury.

Floris van Dijck, Martwa natura (1613)

Floris van Dijck, Martwa natura (1613)

Twitter

Ćwierkanie, czyli umieszczanie krótkich informacji, wypowiedzi czy komentarzy, przybyło do nas zza oceanu.
Ale tylko w formie internetowej. Nasz narodowy Twitter od dawna żyje poza siecią, burząc niektórym poczucie estetyki i przyprawiając swoimi treściami  o zawroty głowy. I tak, jak w oryginalnym Twitterze, odbywają się w nim słowne pojedynki przeciwników.
Mowa o napisach na murach. Nie zawsze niosą one wartościowy przekaz, ale niektóre z nich stawały się kultowe, a nawet bywały narzędziem walki, jak przerobienie napisu “Jedźcie z nami do Niemiec” na “Jedźcie sami do Niemiec”.

źródło: internet

źródło: internet

Jak widać zwyczaje, potrzeby i zachowania ludzkie pozostają takie same od wieków. Przybierają tylko inne kształty poprzez narzędzia,
jakie dostępne są ówczesnym. Nie wzdychajmy zatem z dezaprobatą na kolejne zdjęcia znajomych na Instagramie czy meldunek na Facebooku. Przecież robimy to dla potomności 🙂

 

 

 

Rok rocznie luty jest miesiącem wielkiego poruszenia w całej branży usługowo-handlowej. Już na samym początku miesiąca z witryn sklepowych uśmiechają się do nas życzliwie pluszowe serca, porcelanowe amory, a w głośnikach galerii handlowych rozbrzmiewają takie piosenki jak “All I Need Is Love” The Beatles. Wszystko to za sprawą imienin świętego Walentego, potocznie zwanych Walentynkami,
o których 26 lat temu słyszeli tylko nieliczni.

Jak “wyrastają” święta w kalendarzu

No właśnie! Jak to się stało, że jeszcze parę lat temu po święcie nie było żadnego śladu, a na dziś obchodzi je większość Polaków?
W każdym takim przedsięwzięciu palce oczywiście maczają duże firmy oraz wszelkiego rodzaju agencje marketingowe.
Przedsięwzięcie to, to nic innego jak import świąt. Krokiem pierwszym jest określenie grupy docelowej (najczęściej są to ludzie młodzi). Gdy święto istnieje już w innym kraju, zatrudnia się socjologów i historyków, których zadaniem jest przybliżenie jego istoty społeczeństwu. Jednak nie każdy import święta jest udany. Przykładem może być próba wprowadzenia amerykańskiego święta Dziękczynienia,
przez Indykpol, gdzie bariera kulturowa okazała się nie do przejścia.

Wielkie Grillowanie

Niedawno upłynął handlowy sezon Bożonarodzeniowy, po nim nastały dwa mini-sezony Dzień Babci oraz Dzień Dziadka, teraz czas
na kolejny wielki sezon pod hasłem Walentynki. Mamy oczywiście jeszcze Halloween, które pojawiło się pod koniec lat 90. i z roku na rok jest coraz to bardziej lubianym świętem, już nie tylko przez branżę restauracyjno-klubową. Wielkie grillowanie, które rozpoczyna się
w długi weekend majowy oraz Dzień Spódnicy, który w dniu 30 października 2003 roku, próbowała sprytnie przemycić firma Gatta, rozsyłając Paniom smsy informujące o święcie i przypominające o nałożeniu tej wdzięcznej części garderoby.

 Intratne imieniny

Prawdziwym numerem jeden wśród importowanych świąt są oczywiście Walentynki. Przychody poczt kwiatowych rosną nawet o 60%, restauracje w ten szczególny dzień odwiedza, aż dwa razy więcej osób, a kina już o samym wspomnieniu na ten dzień zacierają ręce.
Już dziś wszystkie firmy jednogłośnie uczestniczą w tym zyskownym święcie. W Tesco możemy znaleźć specjalną walentynkową odmianę znanej zabawki Furby, w Lidlu zmysłową bieliznę dla Pań, Nivea specjalnie na tę okazję zmieniła opakowanie swojego klasycznego kremu na kształt serca, a piwo Tyskie jeszcze parę lat temu promowało się hasłem “Jak walentynki, to tylko w towarzystwie polskiego dżentelmena przy szklance ulubionego piwa”.

Niektórzy uważają, że importowanie świąt obcych do polskiego kalendarza jest niezdrowe i “zanieczyszcza” nasz dorobek kulturowy, jednak z drugiej strony Polska nie mogła do tej pory poszczycić się dużą ilością tak pozytywnych świąt. Moim znaniem jest to sytuacja zwycięska dla obu stron – dla firm i konsumenta. Jakie jest Wasze zdanie? Macie jakieś typy zagranicznych świąt, które jako następne zostaną importowane do naszego kalendarza? Odpowiedzi zostawiajcie w komentarzach!

Ram Trucks, “Farmer,” 2013

Spot samochodowej marki Ram Trucks został okrzyknięty jedną z najlepszych reklam 2013 roku.

Apple, 1984

Gratka dla fanów firmy Apple. Reklama komputerów Macintosh z 1984 roku.

Snickers, 2010-2015

W zestawieniu nie mogło oczywiście zabraknąć reklamy z serii spotów Snickersa “Głodny nie jesteś sobą”.

Reebok, “Terry Tate Biurowy Linebacker”, 2003

Reebok i zawodnik amerykańskiego footbollu Terry Tate pomogą Twojej firmie zwiększyć produktywność pracowników.

Honda i reklama diesla przyjaznego środowisku, “Hate Something, Change Something (Grr)”, 2004

E*Trade, “Tańcząca Małpa”, 2001

Spółka holdingowa E*Trade i jej reklama przedstawiająca dwóch panów oraz małpę w koszulce firmowej, która tańczy i klaszcze wesoło do muzyki. Chwilę później pojawia się napis “Właśnie zmarnowaliśmy 2 miliony dolarów, a Ty co robisz ze swoimi pieniędzmi?”

Cardstore i najbardziej wymagająca praca na świecie, 2014

Amerykański sklep sprzedający spersonalizowane kartki z życzeniami stworzył reklamę o najbardziej wymagającej pracy na świecie. Spot składa się z realnych nagrań rozmów o pracę, przeprowadzonych za pomoca wideorozmów. Pracodawca przedstawia uczestnikom stanowisko jako: wymagające notorycznych poświęceń, dostępności 24h na dobę, 7 dni w tygodniu, wymagające ciągłego stania lub niewygodnych pozycji i do tego pro bono! Na końcu dowiadujemy się, że chodzi o zawód…

McDonald’s, “The Showdown”, 1993

Larry Bird i Michael Jordan grają o Big Maca, co rzut podwyższając poprzeczkę. Kto pierwszy spudłuje? Zobaczcie sami.

Sainsbury’s — “Boże Narodzenie 2014.”

Sieć hipermarketów Sainsbury’s zrealizowała spot, który opowiada prawdziwą historię. Podczas wojny w Wigilię 1914 roku wojska zawiesiły broń, żeby wspólnie świętować ten dzień. Śpiewali razem piosenki, wymieniali się prezentami, a nawet rozegrali mecz piłki nożnej.

Old Spice i piosenka smutnych matek o dojrzewaniu syna, 2014

Jeszcze parę lat temu funkcja strony internetowej sprowadzała się do biernie wiszącej w sieci wizytówki dużych przedsiębiorstw.
Dziś jest zupełnie inaczej. Teraz stronę internetową posiada praktycznie każda, nawet najmniejsza firma.
Ostatnio idąc po bułki do osiedlowego sklepu spożywczego, trafiłem na starannie wydrukowaną kartkę, zamieszczoną
na drzwiach frontowych, informującą i zachęcającą do odwiedzenia strony internetowej tegoż sklepu.
Dziś strona www to przede wszystkim platforma komunikacyjna i transakcyjna pomiędzy Tobą, a Twoimi klientami i nie tylko.
Każdy przedsiębiorca, w tym i Ty powinien zadbać o profesjonalnie wykonaną witrynę internetową dla swojej firmy.
Jednak zanim to zrobisz, musisz wybrać odpowiednio tani i dobry dla niej hosting.

 Czy jakość idzie w parze z ceną?

Drogi hosting nie zawsze jest synonimem dobrej usługi. Pamiętaj, że najważniejszą cechą hostingu powinna być niezawodność oraz łatwo dostępna pomoc i  fachowa obsługa techniczna. Prowadzisz firmę, posiadasz wiele obowiązków. Na pewno nie chcesz dokładać sobie nowych, związanych z odpowiednim funkcjonowaniem strony internetowej.

 Zbij piątkę z dziewiątkami.

Czy firma hostingowa jest wiarygodna? Jaka jest cena usługi? Jaka jest wielkość miejsc na konta pocztowe czy serwery FTP?
Tymi kryteriami powinieneś posługiwać się przy wyborze usługodawcy. Znajdź parę firm i porównaj oferty.
Jednak do tych podstawowych warunków warto dorzucić “coś ekstra”, czyli zasadę pięciu dziewiątek.

Strona internetowa musi, a przynajmniej powinna, działać 24h na dobę, 7 dni w tygodniu i 365 dni w roku.
Serwery firm hostingowych muszą działać non-stop, ale nie zawsze tak jest. Zdarzają się przecież awarie, prace konserwacyjne, cyberataki, czy inne czynniki, które przeszkadzają temu, by serwer faktycznie utrzymywał witrynę na okrągło.
Jeżeli firma hostingowa oferuje bezawaryjność serwera na poziomie 99,9%, oznacza to, że Twoja witryna będzie offline przez 8h 45min. Zaraz… to przecież cały dzień roboczy! Zasada pięciu dziewiątek odnosi się do współczynnika bezawaryjności wynoszącego 99,999%.
Przy tym współczynniku strona internetowa wyłączona jest z sieci przez jedyne 5 minut i 15 sekund w ciągu roku.

E-commerce

Jeżeli chcesz otworzyć sklep internetowy miej na uwadze to, że nie każda z firm hostingowych oferuje wszystkie niezbędne narzędzia
do wdrożenia tego przedsięwzięcia. Warto wyszukać i przystać na ofertę firm, które oferują w cenie jednego pakietu wszystko,
co potrzebne do działalności e-commerce. Szczególną uwagę zwróć na mechanizmy sprzedaży, czyli konta konsumentów,
koszyki zakupowe, budowanie katalogów produktów, analizowanie i przechowywanie danych klientów oraz bezpieczne
i szybkie dokonywanie transakcji płatniczych
.

8 drogowskazów do wyboru dobrego hostingu.

1. wiarygodność firmy

2. niezawodność i jak najmniejsza awaryjność serwerów

3. łatwość obsługi

4. dobre oraz łatwo dostępne wsparcie techniczne i pomoc

5. obsługa skryptów PHP i usług MySQL, FTP, SSH

6. wielkość miejsca na serwerze dla danych oraz kont pocztowych

7. zapewnienie wszystkich potrzebnych narzędzi dla e-sklepów

8. cena

Może miałeś już do czynienia z dobrymi firmami hostingowymi, lub takimi, których byś nie polecił? Podziel się swoim doświadczeniem
w komentarzach!

Zdania na temat wykorzystywania dzieł sztuki w reklamie są podzielone. Widać to szczególnie wśród opinii środowiska (ludzie kultury
vs ludzie reklamy). Krytyka takich zabiegów nie spowodowała jednak ich zaniechania.
Wręcz przeciwnie. Coraz częściej jako odbiorcy możemy wyłapać w zwykłej reklamie korelacje z bardziej lub mniej znanymi tworami sztuki.

Kto zapoczątkował tę metodę?

Śmiało można stwierdzić, że mistrzem reklamy, a także autoreklamy jest Andy Warhol – “ojciec” pop-artu.
To on w latach 60. XX wieku zwraca się ku przedmiotom codziennego użytku i maluje m.in. sławną Zupę Campbells, czy butelki Coca Coli. Choć zabieg ten nie ma celu stricte marketingowego, z perspektywy czasu możemy ocenić go jako bezcenny dar artysty
dla owych firm. Odtąd puszka zupy gości nie tylko w amerykańskich lodówkach, ale na ścianach całego świata. Przykłady można mnożyć. W końcu jego twórczość przechodzi do świata marketingu, chociażby w reklamie wódki Absolut, a pop-art nadaje Andy’emu miano ikony. Zabieg Warhola nie jest jednak odkrywczy. Artyści od najwcześniejszych czasów promują własne usługi przy okazji promocji innych, najczęściej wpływowych osób. Właśnie dlatego umieszczają swoje wizerunki ukryte wśród scen rodzajowych, bądź artefakty świadczące o autorze dzieła.

Salvador Dali i Lipton, źródło: www.designer-daily.com

Salvador Dali i Lipton, źródło: www.designer-daily.com

Profanacja czy promocja sztuki?

Wróćmy do oglądu sytuacji okiem specjalistów. Wiadomo, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Sztuka jako wzniosła część kultury
i bytu człowieka powinna być wolna od wszelkich komercyjnych zabiegów. Jednak nie zawsze tak się dzieje, o czym mówią przykłady przywołane wcześniej. Głównym zarzutem przeciw używaniu sztuki w reklamie jest jej profanacja.

Trudno nie przyznać temu racji widząc dzieło Rodina Myśliciel, sprowadzone do promowania armatury.
Zarzutem może być również zbyt duża ingerencja grafików w dzieło, które jako uznany i ceniony obiekt nie powinno być narażone
na jakiekolwiek zmiany czy przeróbki.

źródło: www.designer-daily.com

źródło: www.designer-daily.com

Dlaczego zatem firmy decydują się na umieszczanie wizerunków znanych dzieł? Ponieważ “każdy lubi znane piosenki”.
Odwołując się do autorytetu budzą pozytywne skojarzenia u odbiorców. Produkt można również łatwo połączyć
z czymś unikalnym, ekskluzywnym, a także ponadprzeciętnym, jak samo dzieło, które zostało w nim wykorzystane.

Zjawisko to nie dotyczy jedynie materii, wizerunku obrazów czy rzeźb. W jednej z kampanii producenta jeansów Lee użyty został slogan znany każdemu Polakowi: “Lee two ojczyzno moja…“. Czy możemy zatem uznać zarzuty o profanację za bezzasadne?

Reklama, a reklama

obraz Modriana wykorzystany przez kampanię logistyczną, źródło: www.designer-daily.com

obraz Modriana wykorzystany przez kampanię logistyczną, źródło: www.designer-daily.com

Nie bądźmy jednak zbyt krytyczni. Istnieje wiele dobrych reklam inspirowanych dziełami znanych mistrzów, a sama reklama zaczyna wkraczać do strefy świadomości kulturowej poprzez festiwale reklam, czy jej krytykę. Skoro dzieła sztuki mogą wyjść ze ścian muzeów,
być może doczekamy czasów, gdy zagości na nich reklama. Wizja ta może stać się bardzo realna.
Obecnie podziwiać można już całe wystawy poświęcone plakatom, czyli niczemu innemu jak jednej z form reklamy.
Zatem reklamodawcy, rzucamy Wam wyzwanie!

Oddziałuje na nas to, czym się otaczamy. A w czasach, w których żyjemy niemożliwością jest nie natrafić na reklamę.
Oczywiście łatwiej jest uchwycić sens przekazu znając obiekt, którym się posłużono, twórcę, czy okoliczności powstania.
Należy jednak pamiętać, że firma poprzez reklamę kreuje swój własny wizerunek otwierając się na grupę określonych odbiorców. W dużej mierze od przekazu reklamy zależy, czy odbiorcą będzie tylko część społeczeństwa – tym samym podnosząc produkt do rangi elitarnego – czy też każdy, kto zdoła odszyfrować przekaz prostego sloganu.

Jakie dane dostarcza Google Analytics? Jak je prawidłowo zinterpretować?
Zanim zaczniesz czytać dalej, upewnij się, że zapoznałeś się z pierwszą częścią artykułu.

Google Analytics to potężne narzędzie, które dostarcza ogromną ilość danych. Przy ich interpetacji musisz być kreatywny. Od Ciebie zależy jakie informacje ze sobą połączysz i jakie wnioski wyciągniesz.

Kto odwiedza Twoją witrynę?

W Google Analytics możesz sprawdzić szczegółowe dane dotyczące odwiedzających Twój portal:

– skąd pochodzą odwiedzający (Odbiorcy >> Dane geograficzne >> Lokalizacja)

– język, którym posługują się użytkownicy Twojej witryny (Odbiorcy >> Dane geograficzne >> Język)

– z jakich urządzeń korzystają (Odbiorcy >> Ruch Mobilny >> Ogółem), zakładka przedstawia ilość wejść z poziomu urządzeń typu komputer, telefon oraz tablet. Jeżeli zależy Ci na szczegółowych informacjach odnośnie modelu urządzenia, znajdziesz je klikając (Odbiorcy >>
Ruch Mobilny >> Urządzenia)

– wiek oraz płeć odwiedzających (Odbiorcy >> Dane Demogradiczne). UWAGA Jeżeli pojawiła się informacja “Brak danych dla tego widoku“, musisz ręcznie włączyć opcję zbierania danych demograficznych przez Google Analytics. Zrobisz to klikając Administracja (u góry dowolnej strony) >> w kolumnie Usługa kliknij Ustawienia usługi >> Włącz funkcje reklamodawcy displayowego.

 Czy moi użytkownicy do mnie wracają? Ilu zdobywam nowych użytkowników? Jak znajdują moją witrynę?

– w zakładce Odbiorcy >>Zachowanie >> Nowi a powracający możesz dowiedzieć się ile nowych osób odwiedza Twoją witrynę (jeżeli użytkownik skasuje pliki cookies liczony jest jako nowa osoba) oraz ilu posiadasz stałych odbiorców.

– klikając Pozyskiwanie >> Cały Ruch >> Kanały sprawdzisz skąd odbiorcy do Ciebie trafiają. Dostępne jest pięć kategorii: Organic Search (wejścia na stronę za pomocą wyszukiwarki), Social (wejścia na stronę z portali społecznościowych), Refferal (strony internetowe, które posiadają linki odsyłające do Twojej witryny), Paid Search (wejścia opłacone), Direct (bezspośrednie wejścia  na Twoją witrynę).
Klikając na wybraną kategorię otrzymasz szczegółowe dane dotyczące każdej z nich.

 Sklej wszystko w całość!

Już wiesz gdzie i czego szukać. Wykorzystaj to na swoją korzyść! Wyciągaj wnioski! Google Analytics dostarcza szczegółowych danych. Teraz, wiedząc jak je odczytać możesz usprawnić działanie swojego serwisu, bądź wspierać się nimi podczas kampanii reklamowych. Znasz swoich odbiorców, wiesz co ich przyciąga. Możesz dowiedzieć się jak częstotliwość publikowania nowych materiałów wpływa
na jakość ruchu. Chcesz rozpocząć kampanię reklamową na Facebooku, ale nie wiesz do kogo i gdzie ją adresować?
Iformacje odnośnie wieku, płci i miast pomogą dobrze targetować Twoje reklamy.
Pamiętaj! Bądź kreatywny, a Google Analytics pomoże Ci usprawnić i wykorzystać cały potencjał Twojej strony internetowej.

Najpierw myśl, potem działaj.

Ford Motor Co. nie zastosował się do tej powszechnie znanej zasady i w 2013 roku musiał przeprosić za serię skandalicznych reklam, które przedstawiały skrępowane i zakneblowane kobiety w bagażniku Forda. Na jednej z nich znalazł się nawet były premier Włoch Silvio Berlusconi, który z szerokim uśmiechem pokazywał znany wszystkim znak “peace”.

ford-motor

Zdjęcie: Ford Motor Co.

My nic nie sugerujemy.

W 2012 roku Bułgarskie wydanie 12 Magazine prowadził kampanię, w której występowały modelki stylizowane na ofiary przemocy. Magazyn otrzymał falę krytyki za rozpowszechnianie przemocy wobec kobiet.

12-magazine

Zdjęcie: 12 Magazine

STRONG4LIFE

Taką nazwę nosiła kampania przeciw otyłości dzieci, zrealizowana w Atlancie w 2012 roku. Akcji towarzyszyły plakaty, które krytykowano za piętnowanie otyłych dzieci.

strong4life

Zdjęcie: Strong4Life

Precz z nienawiścią, czyli kto z kim w ślinę leci.

Kampania reklamowa firmy United Colors of Benetton “UnHate” wywołała w 2011 roku spore zamieszanie, przy pomocy przerobionych zdjęć, na których widać całujących się światowych liderów.

Zdjęcie: Stefano Rellandini/REUTERS

Zdjęcie: Stefano Rellandini/REUTERS

Project Runaway

W Polsce emitowany jako “Projektanci”. Tim Gunn oraz Heidi Klum usytuowana w wytwornej kreacji na tronie, a pod nimi horda nagich modeli i modelek, tak telewizyjne show było promowane. W Los Angeles reklama została zdjęta ze względu na to, że zawierała “za dużo nagości”.

Zdjęcie: Courtesy of Lifetime

Zdjęcie: Courtesy of Lifetime

Polski akcent.

PETA – agencja broniąca praw zwierząt znana jest z kontrowersyjnych reklam, ale ta konretna, gdzie Joanna Krupa oświadcza, że woli paradować tak jak ją Pan Bóg stworzył zamiast nosić futra – niesmak i przesada.

Zdjęcie: PETA

Zdjęcie: PETA

Heinz – teraz wszystko połkniesz z łatwością.

Zdjęcie: Heinz

Zdjęcie: Heinz

Czarno na białym?

Dunkin’ Donuts, czyli sieć amerykańskich fast foodów sprzedających pączki, w 2013 roku stworzyła dość dziwną reklamę, gdzie w spocie telewizyjnym biała kobieta po zjedzeniu pączka stawała się czarna. Pytacie o przekaz? Chyba nikt do tej pory nie wie co firma miała na myśli.

Zdjęcie:  Dunkin' Donuts

Zdjęcie: Dunkin’ Donuts

Made in Bangladesh

Firma odzieżowa American Apparel lubi szokować (chociaż nie jestem pewien, czy jeszcze reklamy ociekające seksem nas w ogóle szokują), zwłaszcza zdjęciami półnagich młodych kobiet w dwuznacznych pozach. Tym razem firma stworzyła plakat, na którym widać modelkę topless, a wzdłuż jej piersi nadrukowany napis “Made in Bangladesh”. Nie chodziło tu bynajmniej o firmowe jeansy, a o samą modelkę, która urodziła się w Bangladeszu. Gdy miała 4 lata,  jej muzłumańscy rodzice emigrowali do Stanów Zjednoczonych. Plakat miał na celu pokazać, że American Apparel troszczy się o dobre warunki pracy.

Zdjęcie: American Apparel

Zdjęcie: American Apparel

Co to jest Google Analytics?

Google Analytics to potężne narzędzie do analizy statystyk stron WWW, aplikacji mobilnych, e-kiosków oraz innych urządzeń.
W 2005 roku firma Google udostępniła usługę Analytics za darmo dla wszystkich firm, których witryny odwiedzane są nie więcej niż 5 milionów razy podczas miesiąca. Żeby móc korzystać i analizować dane swojej witryny za pomocą Google Analytics, niezbędny jest fragment kodu JavaScript, który Google dla Ciebie wygeneruje. Należy go umieścić w kodzie HTML Twojej strony internetowej przed końcem znacznika </head>.

Podstawy, definicje.

Po zalogowaniu się do usługi Analytics zostaniesz przekierowany do zakładki “Odbiorcy” >> “Ogółem”. Znajdziesz tam wykres, a pod nim takie frazy jak: sesje, odsłony, współczynnik odrzuceń oraz diagram kołowy “New Visitors” / “Returning Visitors”.

  • sesja –  czas jaki użytkownik spędza na Twojej witrynie. Podczas sesji rejestrowane są działania jakie użytkownik wykonuje podczas pobytu na stronie np. przejście do zakładki “kontakt”.  Nawet gdy użytkownik odejdzie od komputera, przy otwartej Twojej stronie
    w przeglądarce internetowej, sesja wciąż jest monitowana. Wygasa dopiero po 30 min bezczynności użytkownika, bądź po rozpoczęciu nowej doby tj. po godzinie 00.
  • odsłony – liczba stron, które użytkownik odwiedził podczas trwania sesji. Jeżeli ktoś wejdzie w ciągu jednego dnia na Twoją witrynę raz, po czym odwiedzi dwie wybrane podstrony np. “galeria” oraz “kontakt”, to łącznie podczas jednej sesji wygenerował on dwie odsłony.
  • współczynnik odrzuceń – procent odwiedzin Twojej witryny, gdzie odwiedzający ją użytkownik opuścił ją po zobaczeniu strony głównej, nie klikając w żadną z podstron. Im mniejszy współczynnik odrzuceń tym lepiej.
  • new visitors – odsetek ludzi, którzy pierwszy raz odwiedzają Twoją stronę internetową.
  • returning visitors – odsetek ludzi, którzy powracają na Twoją witrynę.

Powyższe definicje najszybciej zapamiętasz przy prostej analogii. Wyobraź sobie że Twoja strona www to muzeum, a ilość  ludzi którzy
je odwiedzają to  liczba użytkowników. Sesja to czas jaki odwiedzający spędził w muzeum, a działania to czynności jakie wykonał podczas wizyty np. wszedł do sali nr.1 obejrzeć sarkofagi faraonów, po czym udał się do sali nr.2 i pod eksponatem starożytnego noża
do patroszenia ryb przeczytał krótką notkę o nim. Współczynnik odrzuceń pokazuje Ci, czy odwiedzający muzeum weszli tylko do sali głównej, po czym opuścili budynek, czy wchodzili do poszczegółnych sal.

Omówione wyżej zagadnienia są podstawami do rozpoczęcia pracy z Google Analytics. W następnej części artykułu dowiesz się jak prawidłowo pozyskać i zinterpretować dane dostarczone przez Google Analytics.

Kliknij, aby przeczytać część drugą artykułu.

image_pdfimage_print